Stworzyłem aplikację, żeby ożywić moje zaniedbane podwórko.

Odkrywanie świata tworzenia aplikacji z Gemini

To uczucie było mieszanką podekscytowania i zdumienia, gdy wpatrywałem się w ekran komputera, chłonąc widok mojej w pełni działającej aplikacji. Zaledwie kilka minut wcześniej Gemini, mój najnowszy projekt z dziedziny sztucznej inteligencji, otrzymał długie polecenie, które w jakiś sposób doprowadziło do uruchomienia aplikacji w trybie podglądu. Jednak to osiągnięcie nie obyło się bez problemów. Pojawił się komunikat wskazujący, że system jest “nieodwracalnie uszkodzony”.”

Czy to brzmiało niepokojąco? Tak. Czy to był powód do rezygnacji? Co dziwne, nie do końca. Bo właśnie tam, tuż pod tym onieśmielającym komunikatem, kryło się potencjalne rozwiązanie – przycisk oferujący naprawę bieżącego problemu. Było to co najmniej osobliwe. Oto ja, który właśnie stworzyłem na komputerze całą aplikację z serią gotowych komunikatów, a mimo to musiałem po prostu kliknąć myszką, aby rozwiązać błąd wewnętrzny.

Sytuacja stała się jeszcze dziwniejsza, gdy prawie cztery minuty później Gemini triumfalnie ogłosiło, że udało mu się rozwiązać ten problem. Język, jakim się posługiwało, był w dużej mierze niezrozumiały dla moich laickich uszu – do opisania procesu użyto takich zwrotów jak “blokady” i “warunki wyścigu”. A jednak to, że nie rozumiałem tych zawiłości, nie miało tak naprawdę znaczenia. Sama ekscytacja związana z obserwowaniem sztucznej inteligencji w akcji całkowicie mnie urzekła. Przypominało to oglądanie mistrza kowalstwa przy pracy – niewiele rozumiałem z samego procesu, ale mimo to doceniałem efekt końcowy.

W tym momencie nie byłem już nowicjuszem w tej dziedzinie. Była to moja druga lub trzecia przygoda ze światem tworzenia aplikacji w ramach „backyard” – czyli sztucznego kodowania, zwanego też vibecodingiem. Termin „backyard” oznacza w tym przypadku symboliczną reprezentację wirtualnej platformy, na której nawet osoby bez rozległej wiedzy z zakresu tworzenia aplikacji mogą zaangażować się w proces tworzenia.

Jasne, miała swoje dziwactwa, ale sztuczna inteligencja, w całej swojej okazałości, opierała się na rozpoznawaniu wzorców i zdolności adaptacyjnej. Wykazywała niezwykłą umiejętność uczenia się, dostosowywania się i pokonywania przeszkód. Dowód na to miałem tuż przed sobą, na ekranie, w postaci działającej aplikacji.

Sztuczna inteligencja, ze wszystkimi swoimi technicznymi zawiłościami i pełnymi żargonu wyjaśnieniami, może wydawać się nieco onieśmielająca. Jednak nietypowe platformy, takie jak Gemini, znakomicie radzą sobie z demistyfikacją tej technologii z punktu widzenia użytkownika, wprowadzając do naszego codziennego życia element ekscytującej przygody.

To jeszcze dalekie od końca. To budząca ciekawość podróż, której celem jest odkrycie, co może wyniknąć z połączenia technologii i entuzjazmu. Dla takich firm jak Gemini – a co za tym idzie, również dla nas – za każdym rogiem czai się kolejne wyzwanie, zawsze jest jakiś błąd do naprawienia i zawsze czeka na nas nowe przedsięwzięcie do zbadania.

Źródła i literatura uzupełniająca

Artykuł ten powstał na podstawie materiału opublikowanego na stronie The Verge. Aby zapoznać się z pełną wersją artykułu i zgłębić temat sztucznej inteligencji oraz tworzenia aplikacji, odwiedź stronę artykuł oryginalny.

Mogą Ci się również spodobać

Porozmawiaj z ALIA

ALIA